O "Koperniku" z daleka .....

Jeśli dzieje się coś dobrego czy złego na twojej ulicy lub szeroko pojmowanym "fyrtlu" podziel się z nami swoimi uwagami.
martakatarzyna
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 58
Rejestracja: 23 lut 2016, 20:39
Imię i Nazwisko: Marta K

O "Koperniku" z daleka .....

Post autor: martakatarzyna » 07 cze 2017, 10:06

Redaktor Naczelny gazety "Dzień po Dniu" ponad 2 tyg. temu dostał pismo ,wraz z artykułem od jednej z pierwszych absolwentek "Kopernika" ; Antonyny Czebatul-Leżeńskiej (pracownika biura prasowego sejmu w Warszawie),z prośbą o umieszczenie tego artykułu w gazecie. Z jakiegoś powodu artykuł nie został opublikowany zarówno w poprzednim numerze,jak i w tym pomimo że osobiście zawiozłam(podobno zagubiony) tekst. Czyżby miało to jakiś związek z jutrzejszym konkursem na nowego Dyrektora (?) a tego typu artykuł nie powinien pojawić się przed tym wydarzeniem.. ?? A może komuś ten tekst nie jest wygodny,ponieważ ukazuje prawdę... ? W każdym razie publikuję go tutaj:

O „Koperniku” z daleka
ODETCHNĘLIŚMY Z ULGĄ

Nas wszystkich, rozrzuconych po Polsce najstarszych absolwentów nowotomyskiego liceum, nasza mała ojczyzna wprawiła ostatnio w prawdziwe osłupienie. Mnie- przyznam- dotknęło ono w sposób szczególny, chociaż ani się tutaj nie urodziłam, ani nie spędzałam szczęśliwego dzieciństwa.
Grubo ponad pół wieku temu (w roku 1949) wybrałam ją sobie na 4 lata młodości, uwiedziona opinią, jaką w coraz szerszych, pozapowiatowych kręgach zdobywała świeżo utworzona w tym mieście-pierwsza w jego dziejach-szkoła średnia. Chciałam być jej uczennicą, pomimo że w Międzyrzeczu gdzie mieszkałam, istniała okazała przedwojenna szkoła, do której-nawiasem mówiąc-zdałam już nawet wstępny egzamin. Byłam szczęśliwa kiedy Kuratorium poznańskie udzieliło mi zgody na przeniesienie, a dyrektor Stanisław Musiał przyjął mnie w swoje „skromne” mury z tak charakterystycznym dla siebie ciepłem, prawie ojcowskim uśmiechem.
Z czułością wspominam do dzisiaj ten dzień, mojego niezapomnianego Dyrektora i moją „biedną” Alma Mater w małej Ojczyźnie ze szczęśliwego wyboru. To właśnie ta Szkoła uczyła mnie, kształtowała i wychowywała, zastępując sporej podówczas grupie dzieci internatu rodzinny dom. To jej w ogromnej mierze, ja i wiele moich koleżanek i kolegów zawdzięczamy kim jesteśmy, jakimi jesteśmy i dokąd z Nowego Tomyśla zaprowadziły nas nasze życiowe i zawodowe drogi.
Mój (i nie tylko) niesłabnący sentyment do Szkoły przeniósł się zresztą na całe miasto. Stał się magnesem sprawiającym, że z największą radością powracałam tu przy każdej nadarzającej się okazji. Z dumą obserwowałam jak dynamicznie się rozwija i pięknieje. Jak z sennego, zaniedbanego kiedyś miasteczka przekształca się w ośrodek prawdziwie europejski, dorównujący z powodzeniem swoim zagranicznym odpowiednikom. O ciekawych inicjatywach i osiągnięciach Nowego Tomyśla pisałam niejednokrotnie w swoich dziennikarskich publikacjach zachęcając bliższych i dalszych sąsiadów do naśladowania. Za „imię dla ulicy” uhonorowanego nazwiskiem Stanisława Musiała, twórcy Liceum-w czasach kiedy większość polskich ulic nosiła jeszcze nazwy Rewolucji Październikowej, Armii Czerwonej i co najwyżej Polskiego Wojska-otrzymałam liczące się, zawodowe wyróżnienie. Chociaż nagroda za tak właśnie, nieczęsty i odważny wyraz lokalnego patriotyzmu należała się bardziej przedstawicielom ówczesnych nowotomyskich władz.
I właśnie nie tak przecież dawno, 15 marca 2015r., szłam tą ulicą, wdzięczna losowi za „dotrwanie” i Szkole za pamięć, z kolegami sprzed lat na uroczystości 70-lecia istnienia naszej Alma Mater. Nie było nas wielu, bo czas zdołał już mocno przerzedzić nasze szeregi. Ale byliśmy wszyscy jednako i wzruszeni i przejęci.
Ile pięknych, ważkich słów-uznania, podziwu i wdzięczności-przyniosły kierowane w tym dniu pod adresem Jubilatki na ręce dyrektora Ryszarda Tratwala i Grona Pedagogicznego, listy gratulacyjne i okolicznościowe przemówienia. Od zwierzchnich, administracyjnych i oświatowych władz, od licznych współpracujących ze szkołą organizacji i instytucji. Od byłych wychowanków oraz rodziców obecnych uczniów. Za dydaktyczne i wychowawcze osiągnięcia „Kopernika”. Za kulturotwórczą rolę w środowisku za uznanie, jakiego przysparza miastu i polskiej oświacie poprzez twórczą współpracę ze szkołami zagranicznymi. Za wymierny, znaczący-od początku istnienia- wkład w przeobrażanie oblicza i ducha swojej małej Ojczyzny.
Starosta Nowotomyski p. Ireneusz Kozecki(organ prowadzący i finansujący Szkołę) podkreślał w swoim okolicznościowym przesłaniu m.in. wysokie miejsce „Kopernika” w rankingach liceów ogólnokształcących w Wielkopolsce i w kraju. A także osiągnięcia naukowe uczniów oraz doskonałe wyniki egzaminów maturalnych, będące najlepszą miarą bardzo wysokiego poziomu nauczania i skutecznych przedsięwzięć wychowawczych.
Cieszyły te słowa, zwłaszcza, że współbrzmiały z naszymi odczuciami. Tymi sprzed lat i tymi pojubileuszowymi, wzbogaconymi odkrywaniem współczesnego „Kopernika” - Liceum nadal także naszego, a przecież tak bardzo innego od biednej szkoły naszej młodości. Z ciekawością, ale i z odrobiną zrozumiałej zazdrości zwiedzaliśmy jego przestronne klasy wyposażone w telewizyjne ekrany, bogate pracownie przedmiotowe, studio języków obcych i własne obserwatorium astronomiczne. Na retrospektywnej wystawie podziwialiśmy wszechstronny dorobek Szkoły i różnorodność uczniowskich sukcesów. Wzruszało, że przetrwał i znalazł się na niej również nasz maturalny ślad- Kronika Szkoły, którą ufundowała dla niej na rozstanie nasza „francuska” klasa.
Wracaliśmy z Jubileuszu dumni, że pieczęć tej właśnie uczelni potwierdza także naszą dojrzałość. Chociaż-gdzieś na dnie duszy- budził się czasami żal, że urodziliśmy się trochę za wcześnie, aby dojrzewać w takich właśnie warunkach. Ale wracaliśmy również nieświadomi, że na niedawny jubileuszowy hymn „Kopernika” nałożą się niebawem złowrogie dźwięki żałobnego marsza. Nie mogliśmy uwierzyć, że zaskakujący wyrok na naszą Szkołę- niedawną chlubę i znak rozpoznawczy nie tylko miasta- wyda niemal u progu jej kolejnego dziesięciolecia ten sam „organ prowadzący”, te same usta i pióra, które w dzień Jubileuszu kierowały pod jej adresem tyle wielkich, pięknych słów.
Przesłanki tego wyroku- połączenia „Kopernika” z Zespołem Szkół nr 2- zawarte w artykule radnego powiatowego p. Zbigniewa Markowskiego zamieszczonym w miejscowym dzienniku -szokowały. Wczytywałam się w nie z rosnącym niedowierzaniem. „Kopernik” bowiem jawił się w nich jako byt ze zgoła odmiennej planety. Zestarzały, zatrzymany w rozwoju, który nie sprostał wymogom współczesnego czasu, nie wypracował modelu nowoczesnej, przyjaznej uczniom szkoły i metod nauczania łączących w mądry sposób nowoczesność z bogatymi tradycjami regionu i kraju. W rezultacie utracił szczytne miano oświatowego lidera i przegrał pod względem atrakcyjności i naboru- konkurencją ze swoim dynamiczniejszym sąsiadem. Natomiast dyrektor „Kopernika”, uwolniony od jubileuszowej oprawy papierowych laurów, okazał się- w tezach artykułu- niekompetentnym zarządcą powierzonej sobie przed 26 laty palcówki. Pod jego niesprawnym kierownictwem nie zrozumiała ona kształtu obecnej edukacji, czyniąc jednym niepodważalnym argumentem swego poziomu wyniki egzaminów maturalnych. Bez należytej troski w zaspokojeniu innych, uzasadnionych potrzeb młodzieży, a także o atmosferę w szkolę i wokół niej.
I to właśnie „Staszic” w zamyśle organu prowadzącego miał „Kopernika” odmłodzić, unowocześnić i przywrócić mu, zaprzepaszczoną przez nieudolność wieloletniego kierownictwa, dawną dynamikę i chwałę.
Nie dziwiliśmy się, że w naszej małej Ojczyźnie zawrzało, skoro zabolało również i nas, jej sędziwie już, oddalone, ale ciągle wierne przybrane dzieci. Poczuliśmy się odcinani od korzeni młodości, od drugiego domu, do którego mogliśmy wrócić zawsze nie tylko wspomnieniami. Ale docierały i do nas echa niezgody na zapowiadaną koncepcję zarówno uczniów i nauczycieli obu szkół, jak i ich rodziców, miejscowych instancji oświatowych, dawnych absolwentów, mieszkańców.
Nowotomyślanie nie zgadzali się na nieoczekiwane, brutalne przekreślenie jednej z najpiękniejszych i najważniejszych kart powojennej biografii swojego miasta i regionu. Sam autor, nader surowego wobec szkoły artykułu, wskazywał na niedostateczne, powierzchowne udokumentowanie niektórych tez, formułowanych przez organ prowadzący i dyskusyjne, organizacyjne powiązanie „dwóch pedagogicznych tytanów”. Powiązanie pochopne, nie do końca przemyślane, niosące za sobą niepotrzebne przetargi i chaos, a co najważniejsze i najgorsze- praktyczną śmierć „Kopernika”. Również zdaniem wielu radnych nie usprawiedliwiały jej w dostateczny sposób, ani wymogi wdrażanej reformy oświatowej, ani konieczność obniżania związanych z nią kosztów.
Odetchnęliśmy z ulgą po oświadczeniu Starosty Powiatowego P. Ireneusza Kozeckiego, że zapowiadany pogrzeb „Kopernika” został odwołany i nasze obrośnięte 70-letnią tradycją i chwałą Liceum zlikwidowane nie będzie. Ten niespodziewany zwrot w sprawie, ułatwił w zasadniczy sposób, przesądzając o dalszym istnieniu swojej szkoły, sam jej dyrektor. Zdaniem pana Starosty dyrektor Tratwal po raz kolejny wykazał się niezwykłą dojrzałością i odpowiedzialnością w rozstrzyganiu spraw swojej placówki. Którą dowodził od 1990r., i podjął decyzję o odejściu.
Wyobrażalna gorycz tego heroizmu, po przeszło ćwierćwieczu pracy przyćmiła w nas satysfakcję i radość z ocalenia Alma Mater. Przypomniała, że „Kopernik” i my przeżywaliśmy już kiedyś w swojej młodości przypadek podobny. Kiedy człowiek płacił wysoką, osobistą cenę godności i honoru za zarzucone mu niedostosowanie do historycznego czasu, na jaki przypadło jego zawodowe życie. To właśnie twórca „Kopernika” naszego kochanego dyrektora i mistrza Stanisława Musiała zmuszono do zrzeczenia się kierowniczej funkcji za nierozumienie ducha nowej epoki i za nadmierny liberalizm wobec pryncypiów socjalizmu. Nie rozumieliśmy wówczas dokładnie tego uzasadnienia, ale było nam strasznie smutno i gorzko. Ale było i radośnie, kiedy te inne, rzekomo lepsze ręce, przejętego steru nie utrzymały i Dyrektor-proszony-powrócił, aby przywrócić szkole jej dawnego ducha i opinię.
Specjaliści twierdzą, że historia lubi się powtarzać. Znawcy innej dziedziny utwierdzają w przekonaniu, że „sprawiedliwa oliwa” prędzej czy później wypłynie na wierzch i dowiedzie prawdy obiektywnej. I oto czytam w tym samym „Naszym Dniu”, rejestratorze zmagań o dalszy byt „Kopernika”, zapowiedź „Wiosny wolontariatu”- Wojewódzkiej Konferencji dla szkół, której organizacje Wielkopolskie Kuratorium Oświaty powierzyło- w uznaniu pionierskiego dorobku- właśnie nowotomyskiemu Liceum i jego dyrektorowi. Bowiem to on, jako jeden z pierwszych w województwie zrozumiał, że działalność charytatywna to także jedna z ważnych szans rozwoju młodego człowieka.
Jakże inny, od obrazu ukazanego przez radnego Zb. Markowskiego, portret dyrektora Ryszarda Tratwala- człowieka, pedagoga, organizatora- rysują słowa Wielkopolskiego Kuratora Oświaty p. Elżbiety Leszczyńskiej, zawarte w artykule „Naszego Dnia” z 11.IV.2017r. Jak wielorakimi konkretami uwypukla wszechstronny, pod jego kierownictwem, dydaktyczny i wychowawczy dorobek Szkoły, za który był wielokrotnie nagradzany zarówno przez Kuratorium, jak i organ prowadzący szkołę. A przecież pole do porównań ma Pani Kurator rozległe i należytą odpowiedzialność za swoje słowa. Czy i na ile pomniejszą one gorycz wymuszonego heroizmu?

Ja miałam okazję poznać osobiście tego nowego „Kopernika” z bliska. Jego obecną bazę i młodzież. Gościłam niektóre jej klasy w miejscu swojej pracy- w polskim sejmie, gdzie usłyszałam pod jej adresem wiele pochlebnych opinii. Żałuję, że do podobnego warszawskiego „Kopernika” nie chodziły moje dzieci i wnuki i chciałabym, aby szanse takie miały kiedyś prawnuki.
Historia- twierdzą jej znawcy- lubi się powtarzać. Pytanie, czy jeszcze raz chcieliby wziąć buławę do rąk niektórzy jej twórcy. Zwłaszcza, gdy Los uczynił z nich kartę przetargową w swoich strategicznych grach.
Po grze o nowotomyskie Liceum my, dalecy jego dawni absolwenci- obserwatorzy, odetchnęliśmy z ulgą, ale i z innymi, niespodziewanymi, mieszanymi uczuciami. Jakby Los chciał udzielić nam (czy tylko z resztą nam?) przy okazji niedawnego Jubileuszu Szkoły jeszcze jednej wielowątkowej lekcji dojrzałości. Abyśmy wiedzieli i pamiętali zawsze, że w dorosłym życiu wyraża się ona również: obiektywizmem i sprawiedliwością wydawanych ocen; przemyślanymi- zwłaszcza reformatorskimi- decyzjami; szacunkiem dla społecznych odczuć i opinii, a także- podejmowaniem prób ładnych (jeżeli już koniecznych) rozstań, potrzebnych nie tylko w starych, dobrych kiedyś małżeństwach. Bez niepotrzebnych oskarżeń, nacisków i przymuszeń niszczących reputację i godność obydwu stron.
Załączniki
o Koperniku z daleka jpg0002.jpg
o Koperniku z daleka jpg0001.jpg

ODPOWIEDZ

Wróć do „Społeczna grupa szybkiego reagowania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości